[URL="http://docs.google.com/gview?a=v&attid=0.2&thid=1201638cef98f71f&mt=application%2fpdf"][/URL]
[URL="http://powiadomienia.blog.onet.pl/2,id369525539,da2006-03-19,index.html"][/URL]
Ostatni rolnicy Marysina
Odc.1/4
Jeszcze w latach sześćdziesiątych w Marysinie Wawerskim można było spotkać gospodarstwa rolne. Nie dziwło to nikogo, bo Warszawa pojawiła się tu dopiero we wczesnych latach pięćdziesiątych.
Pola kartofli, kapusty i łany zbóż były normą. Taki jest przywilej przedmieść, że miasto miesza się w nich z wsią. Strefa buforowa stworzona w sposób naturalny z czasem uprawomocnia się za pomocą uchwały wład administracyjnych i staje się miastem. Żyjąc na określonym terenie nie dostrzega się powolnych zmian. Tak też i tu było. Wpewnym momencie pojawiły się plantacje pomidorów. Były one same w sobie, bo bez gruntu, własnością dwóch braci rolników, z których jeden mieszkał przy ulicy Cedrowej, a drugi na tej samej wysokości przy ulicy Storczykowej.
Z czasem, kiedy cywilizacja zawładnęła osiedlem, między ich posiadłościami pojawiła się moja ulica Potockich.
Starszy z braci reprezentował opcję nowocześniejszą i dzięki swojemu sąsiadowi, mechanikowi samochodowemu, wymienił konia tradycyjnego na konie mechaniczne. Młodszy do końca pozostał tradycjonalistą. Jego koń odżywiał się na własne kopyto, czyli jak tylko przestawał pracować puszczany był samopas i bywał wszędzie. Zwierze kojarzyło się znajgorszą biedą. Można było na nim omawiać budowę szkieletu. Skóra precyzyjnie tapicerowała każdy gnat. Gospodarz pytany o powód głodzenia konia zawsze nonszalancko odpowiadał:
- To taka rasa.
cdn